Kilka słów od Wojtka

Nazywam się Wojciech Kwiecień, mam 56 lat. Ponad rok temu moje szczęśliwe życie zostało wywrócone do góry nogami – zdiagnozowano u mnie rzadką, postępującą, nieuleczalną, neurodegeneracyjną chorobę SLA (stwardnienie zanikowe boczne). Nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Byłem człowiekiem aktywnym, bez większych problemów zdrowotnych, spełnionym zawodowo kierowcą. Nie zmieniło się tylko jedno, nadal jestem kochającym i kochanym mężem, ojcem, dziadkiem, synem…mam, dla kogo żyć

Choroba zaatakowała podstępnie. Pierwsze oznaki wskazywały na zwykłe przemęczenie organizmu, tymczasem mięśnie mojego ciała stopniowo zanikały. Przebieg SLA i jej objawy przypominają sadystyczne znęcanie się nad człowiekiem. Paskudna i okrutna choroba unicestwia krok po kroku organizm, który po ostatnie dni zachowuje pełną świadomość. Zanikowi mięśni towarzyszy ból

Wraz z postępem choroby konieczne do przeżycia czynności zaczynają sprawiać mi, co raz większe trudności. Z powodu niewydolności oddechowej objęty zostałem wentylacją domową – respirator pomaga mi oddychać. Posiłki znacznie zaczęły się wydłużać, budzą lęk przed kolejnym zakrztuszeniem. Ręce odmawiają współpracy, stają się niezdarne, uścisk słabnie. Głowa znienacka opada. Poruszam się wspierając kulami, czasem balkonikiem. Pokonywanie schodów to mój Mount Everest dnia codziennego. 

Plątające się nogi doprowadzają do częstych, groźnych upadków. Podnoszę się ziemi z pomocą innych…będę „podnosił się do samego końca” – wiara w Boga, miłość bliskich i wsparcie ludzi dobrej woli pomagają mi w codziennej walce

Postęp choroby można spowolnić, według najnowszych badań naukowych nawet zatrzymać. Chciałbym się poddać koniecznej rehabilitacji oraz innowacyjnym metodom leczenia. Niestety, ze względu na rzadkość występowania tej choroby, wszelkie podejmowane terapie są kosztowne.